Władysław Jagiełło pracował w warszawskiej gazowni. I mamy na to dowód!
Władysław Jagiełło w warszawskiej gazowni? Brzmi jak pomyłka w podręczniku historii, ale wszystko się zgadza. Tyle że nie chodzi o zwycięzcę bitwy pod Grunwaldem, lecz o jego imiennika – pracownika gazowni. O królu pisał w „Rocznikach” Jan Długosz, a po robotniku została książka obrachunkowa. To ona jest naszym eksponatem miesiąca.
Dokument pochodzi z lat 20. XX wieku. Takie książki służyły do zapisywania przychodów pracowników. Na okładce naszego egzemplarza odręcznie wpisano numer 17 oraz imię i nazwisko: „Jagiełło Władysław”, a spomiędzy kartek wystają paski wypłat.
W książce umieszczono również regulamin gazowni, którego musieli przestrzegać wszyscy pracownicy. Dziś to lektura pełna niespodzianek. Paragraf 14 mówi, że przerw śniadaniowych nie ma, a śniadanie można zjeść, nie opuszczając miejsca pracy. Z kolei paragraf 20 stanowczo zabrania jedzenia w warsztatach. Czytane jeden po drugim przepisy brzmią jak paragraf 22.
Na tym śniadaniowe przepisy się nie kończą. Żony i dzieci nie mogły przynosić pracownikom śniadań, a mieszkający na terenie gazowni nie mogli chodzić na śniadanie do domu. Regulamin pilnował też punktualności: kto przebierał się w ubranie robocze dopiero po sygnale rozpoczęcia pracy, był uznawany za spóźnionego.
Książkę obrachunkową Władysława Jagiełły zobaczycie w Muzeum Gazowni Warszawskiej, a w słuchawce przy eksponacie usłyszycie o niej więcej. Przyjdźcie sprawdzić, jak wyglądał dzień pracy w gazowni około stu lat temu – i zastanówcie się, gdzie właściwie Władysław jadł śniadanie.
https://youtube.com/shorts/q_0X5dPjIvo?feature=share